Autor: / 10 maj 2016 / 12 Comments /

TOP10: obowiązki domowe, których nienawidzę

Jak na kobietę przystało powinnam ogarniać domowe obowiązki. Mieć w małym palcu plan na sprzątanie i wiedzieć dokładnie co ile zajmie czasu. Niestety, w rzeczywistości sprzątanie wychodzi mi zajebiście ale żeby w ogóle zacząć muszę mieć wenę i naprawdę czuć to, że tak trzeba. W przeciwnym wypadku najprostsze czynności zajmą mi pół dnia i nic ze sprzątania nie wyjdzie. Plus jest taki, że żyję z ludźmi względnie niebałaganiącymi, oraz że sprzątanie co tydzień weszło mi już poniekąd w nawyk i z soboty na sobotę pobijam rekordy prędkości :P Są jednak takie obowiązki, których nie lubię i mimo sumiennego ich wykonywania wolałabym, żeby robiły się same :)

1) Wieszanie mokrego prania. W dłonie zimno, poskręcane toto i oczywiście powywracane na wszystkie strony, trzeba strzepać i rozwiesić, przy okazji tak manewrując ciężarem na suszarce, żeby się nie wypierdzieliła. Tęsknię do czasów, kiedy w domu była suszarka elektryczna i ubrania śmierdziały plastikiem, ale nie trzeba było się męczyć z wywieszaniem :D 
 
2) Mycie garów. Do niedawna jedna z moich ulubionych czynności. Do czasu, aż powiedziałam to na głos i nagle sterta w zlewie rośnie za każdym razem jak odwrócę wzrok. Rano myję, po 9h w pracy znowu gary w zlewie są. Jakby sobie same imprezę urządzały. 

3) Mycie łazienki. I nie mam na myśli lustra (bo smugi mnie nie ruszają, były, są i będą). Umycie kabiny prysznicowej to jest pikuś. Kibel? Lajcik. Umywalka? Bułka z masłem. Ale jak mam myć wannę, wyciągać moje kudły z odpływu i szorować wszystkie kafelki wokół, bo mi się jakiś kolorowy żel rozlał na wszystkie strony to mnie krew zalewa. I nic nie da regularne spłukiwanie wanny. NIC!

4) Odkurzanie. Mam alergię na kurz, to wyjaśnia wszystko. Niestety dwa osobniki płci męskiej, z którymi mieszkam muszą mieć jakąś niewidzialną aurę, która ich od odkurzacza odpycha. Albo go nie widzą. W pakiecie mogę dorzucić mycie podłóg.

5) Mycie okien. W Anglii otwierają się na zewnątrz. Przy okazji tak samo jak wypieprzyła się w tamtym poście czcionka, tak ja zawsze się wypieprzam przy myciu okien tak, żeby smug nie było. Hahahaha, nie-da-się.

6) Gotowanie. Mama mnie z kuchni zawsze wyganiała, ja sama się zawsze musiałam skaleczyć albo poparzyć i tak przez 24 lata z hakiem rośnie we mnie odwzajemniona niechęć do kuchni. Jeść za to lubię.

7) Składanie ubrań. Moje na pół, samcom w domu na 3 części. Mamy inne szafy, to i kształt musi być inny i mi przyszło te kształty utrzymywać. Parowanie skarpetek uprawiam tylko przy tych samczych, moich mi się nie chce. Wieszanie na wieszakach? Jak muszę. Jak nie to mam taką szufladę na wszystko i jest w niej naprawdę wszystko.

8) Zmiana pościeli. Poduszki spoko, da radę, ale prześcieradło i kołdra, które mogłyby być moim spadochronem są dla mnie karą okrutną. Zmianę pościeli wolałabym zastąpić porządnym treningiem na siłowni, wyszłabym mniej zmęczona psychicznie i przynajmniej tłuszcz by mi z zadka zszedł.

9) Ścieranie kurzy z półek. Raz, że alergia. Dwa, że z moim OCD wszystko musi stać tak jak stało i źle mi, jak nie stoi. Trzy - zajmuje mi to wieki, bo ja wszystko muszę pooglądać, wyczyścić i sobie poprzypominać skąd to mam.

10) Wynoszenie śmieci. W tym domu już chyba jasnym się stało, że ja tego po prostu nie robię. Zapominam, olewam, nie chce mi się. Jako jedyna za to regularnie wymieniam w koszach worki. Także w sumie to pomagam :D

Zostało cokolwiek do zrobienia w domu, czego nie wymieniłam? :D

Share This Post :
Tags :

12 komentarzy :

  1. hehe dobre ;)

    mycia garnków też nienawidzę, a niestety należy to do moich obowiązków, bo mój się ich nie chwyci.
    mycie pieca. wcześniej nie mył na starym mieszkaniu, bo piec ma stać koło zlewu, jak nie stoi to nie będzie mył. No i co? na nowym piec stoi grzecznie koło zlewu, ale na piecu zawsze po jego gotowaniu cała tablica Mendelejewa i nie ma mocnych, nie umyje. tych obowiązków nie cierpię!! no i tak jak mówisz ścieranie kurzy. wrrrr szczególnie jak się mieszka w domu gdzie pali się węglem. niestety ścieranie kurzy w pomieszczeniu gdzie jest piec jest syzyfową robotą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkałam na śląsku, gdzie piec był jedynym słusznym rozwiązaniem i idealnie znam ten ból. Nie mówiąc już o tym, że jak ciśnienie jest nie takie to dym do domu wpadał i więcej było z tym problemu niż pożytku :(

      Usuń
  2. Wychodzi na to, że ogólnie nie przepadasz za obowiązkami domowymi hehe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wcale że nie :D Prasować bardzo lubię, uspokaja mnie to :D

      Usuń
  3. Jezu jak ja nienawidzę ścierania kurzu - za 5 minut znowu jest...wywieszanie prania też jest ok, ale składanie ubrań...najchętniej wszystko bym wieszała na wieszaki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba wolę składać niż kombinować z wieszakami :D

      Usuń
  4. ja najbardziej nie lubię zmywać ;p i prasować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mycie okien oraz prasowanie to moje mekki :)Nigdy chyba nie nauczę sie ich robic dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugie opanowałam, bo w pracy prasuję :D

      Usuń
  6. Widzę że masz tak samo jak ja. Zmuszam się do tych czynności, za każdym razem! Tylko jak moja mama mnie odwiedza to się wolę wyżyć na kurzu/garach/praniu niż na niej - jest po prostu mecząca, więc ona ględzi a ja szoruje.
    Mieszkam z osobnikiem który widzi syf, ale go nie usuwa tylko narzeka że "przegrywamy walkę z brudem" - odkurzać więcej niż raz w tygodniu to dla niego abstrakcja nie do przyjęcia, a gary myje tylko w środku, bo jakim cudem się ubrudziły od spodu?! Kabiny jeszcze nigdy w życiu nie umył - jemu się chyba wydaje że jak on się w niej myje, to ją od razu też czyści. Dobrowolnie wynosi śmieci ale tylko jak kosz jest pełny - nie jak wali z niego na całą chałpę a jest pół pusty - oj NIE!.
    Ja staram się codziennie ogarnąć jakiś kąsek naszego lokum, ale jak wracam po 12h do domu i padam na pysk, mam jedną metodę - po prostu ściągam bryle żeby tego nie widzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja codziennie ogarniam coś, żeby nie było tak, że przychodzi weekend i nagle trzeba caaaały dom ogarnąć ale to nic nie daje bo samce w domu mają w dupie. Chociaż tak jak pisałam - śmieci to totalnie nie moja bajka, nie ruszam ich i tyle. No i z nimi tyle dobrze, że jak ja za długo mam w nosie sprzątanie to oni się zabiorą i ogarną porządnie :D

      Usuń

Bardzo cenię każdy komentarz od Was, daje mi to świadomość, że warto dla Was pisać! Dziękuje! :)
Drażnią mnie komentarze wklejane masowo na blogi o treści "fajny blog, obserwujemy? :*:):D" wiec zastanów sie 3 razy zanim wciśniesz ctrl+v. I tak wrzuce go do spamu
Anonimów poprosze o podpisywanie sie, nie lubie zwracac sie do kogoś bezosobowo :)


Obserwatorzy

mirrorowisko na ig

PRYWATNIE NA IG

Archiwum

Kody Rabatowe